Z głodu nowości, głodu nowej muzyki, nowego czytania, jakiegoś powiewu świeżości w lekko zatęchłym wakacyjnym sezonie, garść informacji… i nie tylko 😉

  • Raz – po ponad 3 latach od ostatniego krążka zbliża się wielkimi krokami nowa płyta Kultu. Tradycyjnie bez żadnego singla promującego, czy choćby pojedynczego utworu dostępnego na stronie (jak to było w przypadku ostatniej płyty Lao Che). Pozostaje tylko czekać, no i szkoda, że dopiero na zakończenie pomarańczowej trasy ukaże się plyta. A może jednak coś będą grali na koncertach…?
  • Dwa – Egmont wznowił wydanie komiksów Krzysztofa Gawronkiewicza i Dennisa Wojdy z miasteczka Mikropolis. Dla ścisłości trzeba przyznać, że zrobił to już jakiś czas temu, ale dopiero teraz są dostępne w Merlinie i jakoś na nie trafiłem przypadkiem. Nie jestem jakimś specjalnym fanem komiksów. Prawdę mówiąc, nie jestem w ogóle fanem komiksów i w sumie jedynie z mangą w postaci filmbooka z Ghost in the Shell miałem jakoś więcej do czynienia. Ale przewodnik sobie kupię, miłe uzupełnienie drugiego tomu, który posiadam od dobrych paru lat, a z którym związanie mam niezwykle miłe wspomnienia 😉 Tę "serię", jeśli tak można nazwać dwa tomy, jednak polecam. Niesamowity mroczny i niepokojący klimat, współgrająca z nim kreska, trochę paranoidalna treść… Smakołyk okraszony wstawkami muzycznymi, ponieważ gdzieniegdzie można na stronach odnaleźć jaka muzyka aktualnie "leci" w tle. I naprawdę, dobrze sobie włączyć te utwory i wczuć się w klimat. Choć uwaga na strażnika piekieł (zainteresowanych odsyłam do str. 12 drugiego tomu).
  • TrzyFabryka Słów planuje ofensywę sierpniową. Na szczególną uwagę zasługują dwie pozycje, powiew dalekiego wschodu w rodzimym wydaniu, czyli "Xiao Long. Biały tygrys", oraz kolejna część podręcznika instruktażowego dla egzorcystów-amatorów (zajmujących sie hobbystycznie, ekhym, doświadczeniami chemicznymi), czyli Homo bimbrownikus.
  • Cztery – Wzięło mnie na ostrzejsze brzmienia. Industrial, metal i te sprawy (żeby było śmieszniej, nadal przetykane poezją śpiewaną itp). Jeśli to, czego się słucha oddaje w jakimś stopniu stan umysłu, to w moim musi być naprawdę niezly burdel 🙂 Jednak oszczędzę wam KMFDM czy innego Satyricona, a podzielę się czymś innym. Buckethead to świr, nie da się ukryć, ale jego kunszt dorównuje chyba tylko jego, ekhym, płodności artystycznej. Zresztą, oceńcie sami.

    [/align]

  • Pięć (tak na koniec i w sumie na przylepę, bo mi się przypomniało). Genialne rysunki i kolejny powód, by na nowo zainteresować się komiksem. Niezła kreska, cięta riposta, humor czasem wręcz czarny jak czarna dziura, innymi słowy: świat w paski.

Tagged on:     

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *